W środowiskach chrześcijańskich, lub ogólniej w środowiskach tzw. „dobrych ludzi” było kiedyś popularne martwienie się o innych. Dobry człowiek, zwykle żyjący bogatym i bezpiecznym życiem, przychodził do kogoś żyjącego mniej bogatym i bezpiecznym życiem, robił przejętą minę i mówił: martwię się o ciebie. Ewentualnie mówił o tym drugiemu bogatemu, żyjącemu bezpiecznym życiem. Wtedy obaj się martwili.
Znam to zjawisko dobrze, bo byłem nieraz adresatem.






